Czy mój testament zostanie wykonany, czyli o Planie Sukcesji. Felieton portalu planowaniespadkowe.pl
Czy mój testament zostanie wykonany, czy[...]
Dokument PDF [211.8 KB]

Czy mój testament na pewno zostanie wykonany? Czyli o Planie Sukcesji.

Łukasz Martyniec

I.

Jeśli chcesz skłócić rodzinę – napisz testament! Na pewno będą go podważać! - słyszałem to już nie raz. Prawda jest taka, że jeśli mają się potem pokłócić – ręczę, że pokłócą się jeszcze bardziej, jeśli testamentu nie spiszesz. Tylko trzeba zrobić to mądrze. I nie wolno robić tego samemu!


W tym felietonie zajmiemy się mitami krążącymi wokół samego pisania testamentu oraz zasadami planowania. Będzie to część zasad wykorzystywanych w tworzeniu dobrego Planu Sukcesji. Zanim wytłumaczę, jak to zrobić, warto sprawdzić, czy w ogóle jest sens się za to zabierać. A jeśli tak – to jak? Dowiesz się też sporo na temat samego procesu planowania i jego założeń.

 

II.

Proszę pana, każdy testament da się podważyć. Więc po co sobie zawracać głowę?!


Owszem, zawsze można spróbować. Nie raz widziałem prawników, którzy obiecywali klientowi, że wygrają sprawę, a po 2 latach w sądzie i 15.000 zł honorarium okazywało się, że jednak niekoniecznie...

 

Widziałem też sprawy, gdzie po prostu grało się na czas – jeśli chcemy kogoś zablokować, być może to także jest strategia. Ale na to trzeba już sobie zapracować – tak zajadłego wroga nie łatwo zdobyć...

 

Odejdźmy więc od ekstremów i zbliżmy się bardziej do normalnych ludzi ze zwykłymi problemami. Przyjrzyjmy się pokrótce, kiedy testament może okazać się nieważny albo można go skutecznie podważyć.


Są dwie płaszczyzny odpowiedzi na to pytanie. Prawnicy biorą najczęściej pod uwagę tylko tę drugą z nich – techniczną...

 

III.

Zacznijmy zatem od pierwszej. Tej ważniejszej.

Postawię pytanie w ten sposób: komu i w jakich okolicznościach przyjdzie w ogóle do głowy, aby próbować podważać testament? Przecież to trzeba do prawnika iść. I zapłacić mu. I jeszcze zdecydować się na długą sprawę w sądzie. Ryzykować przegrany proces i konieczność pokrycia kosztów sądowych opinii biegłych oraz adwokata drugiej strony. Komu to potrzebne?

 

Otóż temu, kto będzie miał do tego motywację. I to silną motywację.

 

Motywacja zazwyczaj wynika z tego, że treść testamentu nie spodobała się podważającemu. Być może był w ogóle zaskoczony, że testament powstał? Na pewno jednak był w tym testamencie pokrzywdzony – nie dostał czegoś, co mu się w jego opinii słusznie należało. Albo też nie chodzi wcale o majątek, tylko o emocje. Może pominięty w testamencie nie wiedział, jakie były motywy decyzji testatora-spadkodawcy w zakresie dysponowania własnym majątkiem? Lub najzwyczajniej próba podważenia testamentu była wynikiem pokazania, że "to ja mam rację!", że nie pozwolę innym cieszyć się moją krzywdą.

 

Tymczasem prawdą jest, że każdy z nas ma prawo do sporządzenia testamentu i wyrażenia w nim swojej woli. Tak samo jak za życia, wszystko co mam, mogę rozdać poprzez darowizny, dowolnie zużytkować lub po prostu skonsumować, a rodzinie pozostawić tylko długi do spłacenia...

 

Mamy prawo zadecydować, które składniki majątku przypadną konkretnym osobom (z uwzględnieniem części V poniżej!). Mogą to być osoby najbliższe lub wprost przeciwnie – fundacja czy organizacja dobroczynna. Możemy też postanowić, że to im – naszym spadkobiercom – pozostawiamy decyzję co do podziału majątku pomiędzy siebie oraz sposobu zarządzania nim. Wówczas testament najczęściej służy do ułatwienia spraw proceduralnych oraz do załatwienia np. opieki nad dzieckiem. Namawiam tylko do tego, aby robić to świadomie i z rozmysłem. Nasi najbliżsi powinni to uszanować – im przysługuje przecież to samo prawo w stosunku do ich majątku.

 

Jeśli z kolei rozrządzimy swoim majątkiem w taki sposób, że pozbawimy naszych bliskich znacznej części tego, co normalnie otrzymaliby w ramach dziedziczenia ustawowego – mają prawo wystąpić o zachowek. Moim zdaniem to właśnie prawo do wystąpienia o zachowek i możliwość żądania zapłaty powinny stanowić wyraz ich niezadowolenia oraz zabezpieczyć możliwość dochodzenia swoich praw. Mają do tego prawo: mogą, ale nie muszą. Próby zaś podważania testamentu, jeśli faktycznie nie mamy ku temu podstaw, ale robimy to wyłącznie, aby obalić testament i wrócić do zasad dziedziczenia ustawowego, nie powinny w mojej ocenie mieć miejsca. Ale to już indywidualna sprawa sumienia.

 

Zastanówmy się co zrobić, aby nikomu nie przyszło do głowy próbować wystąpić o podważenie testamentu. Z doświadczenia wiem, że właśnie od tego trzeba zacząć.

 

I tutaj zaskoczenie. Otóż przede wszystkim nie powinniśmy pisać testamentu w tajemnicy oraz robić tego sami. Nie do tego on przecież służy, abyśmy zrobili komuś dobrze (lub źle) w tajemnicy przed nim. Sam pomyśl, jaki jest wówczas sens sporządzania go. Chciałbyś zostać tak zaskoczony jako spadkobierca? Moim zdaniem wymaga to zupełnie innego podejścia.

 

Co sądzisz o tym, aby testament potraktować jako rodzinne narzędzie do zarządzania majątkiem? Takie "na wszelki wypadek". Przecież tak to ma działać! Bo jeśli – co i tak robimy – zarządzamy naszym majątkiem za życia, w tym wspólnie budujemy go oraz przekazujemy z pokolenia na pokolenie poprzez darowizny albo sprzedaż, to testament ma zadziałać jako rodzaj zabezpieczenia, że ten nasz "rodzinny plan zarządzania majątkiem" zostanie zrealizowany. Nawet pod Twoją nieobecność.

 

No tak. Ale o jakim to "planie rodzinnym" ja mówię? Kto ma taki plan? Kto świadomie i w ramach długoletniej, przemyślanej i przeliczonej strategii zarządza majątkiem rodzinnym? Jeśli tak robisz – chylę czoła i gratuluję!

 

Niestety – niewiele osób posiada i chce rozwijać wiedzę, żeby w taki sposób zarządzać swoim majątkiem. Rzadko rozmawiamy o tym nawet z doradcami finansowymi czy agentami ubezpieczeniowymi, którzy powinni w tym pomóc. A z prawnikiem czy doradcą podatkowym? Tym bardziej niewiele osób faktycznie realizuje taki plan w dłuższym okresie czasu. Choćby najprostsza sprawa. Kto systematycznie oszczędza na emeryturę czy studia dziecka? Na cel, który zrealizujesz za 10 czy 20 lat? Sam pomyśl. A przecież każdy wie, że emerytura z I i II filaru będzie w okolicach zapomogi dla ubogich, zwłaszcza, jeśli płacisz minimalny ZUS. Ale to tylko pierwszy z brzegu przykład. I to wcale nie najważniejszy.

 

Natomiast już kredyty spłacasz terminowo. Nie dlatego, że chcesz. Musisz. Tak samo "terminowo" posiadasz nieruchomość – dom czy mieszkanie. Jest to stan ciągły, który trwa – trudno nie dochować terminu. Po prostu jesteś właścicielem. Tak samo jeśli dysponujesz gotówką. Inwestujesz w TFI, akcje, złoto czy inne inwestycje. Albo trzymasz pieniądze na bankowej lokacie. Mam nadzieję, że nie w kanapie.

 

Systematycznie budujesz i rozwijasz firmę. Inwestujesz w nią. Zwiększasz obroty i zyski. Pracujesz jeszcze ciężej, kiedy są problemy – starasz się wyjść na prostą. Reagujesz na zmieniającą się koniunkturę, sytuację na rynku.

 

Systematycznie budujesz majątek prywatny. Owszem, przeznaczasz pieniądze na konsumpcję, ale też na zakup ziemi czy budowę domu. Spłacasz kredyty. Nadwyżki finansowe przeznaczasz na inwestycje. Być może masz polisy ubezpieczeniowe, na życie czy inwestycyjne. Nie wiesz, kiedy kupisz następną działkę, albo sprzedasz te, które masz. Nie wiesz, kiedy weźmiesz następny kredyt – może jak pojawi się kolejna okazja inwestycyjna i zarobisz na tym dwa razy więcej, niż włożyłeś. Nie wiesz, kiedy zmieni się sytuacja rynkowa i co wydarzy się za rok czy dwa, a tym bardziej 20 lat.

 

Ale wiesz, do czego zmierzasz oraz co jest ważne. Dla Ciebie, Twojej rodziny, Twojego biznesu. Na tym etapie życia, na którym obecnie jesteście. Tego nikt nie wie lepiej od Ciebie. Wiesz to na co najmniej dwóch płaszczyznach. Z jednej strony: co chciałbyś jeszcze osiągnąć i w którą stronę idziesz. Z drugiej strony – czego chciałbyś uniknąć i na co absolutnie się nie godzisz.

 

Nawet, jeśli nie spisałeś tego na kartce papieru. Nawet, jeśli nie wyartykułowałeś tego dostatecznie głośno samemu sobie lub Twoim najbliższym. Ale to wynika wprost z codziennych decyzji. To wynika wprost z rozmów przy stole, kiedy decydujemy, co robić albo czego nie robić w sprawach majątkowych lub biznesowych. Może spieramy się o to. W rodzinie lub spółce. Może mamy odmienne zdania. Wtedy uczymy się szukać kompromisu. Sztuki argumentacji, ale też wzajemnego ustępowania. Każdy ma prawo inaczej ustalać swoje priorytety.

 

Nawet jeśli tych rozmów jest niewiele, nawet, jeśli po prostu życie niesie Ciebie i Twoich najbliższych i zwyczajnie reagujecie na zmieniającą się rzeczywistość.

 

Teraz zastanów się. Czy to nie jest tak na prawdę Twój PLAN? Ten prawdziwy. Rozumiany jako suma wspólnych decyzji, działań zamierzonych czy zdarzeń dokonanych. Z inicjatywy osób zainteresowanych lub jako skutek przyczyn zewnętrznych. W rodzinie lub w biznesie. Czy nie jest tak, że gdybyś pomyślał chwilę, w ciągu pół godziny spisałbyś w kilku lub kilkunastu punktach, co chcesz lub czego nie chcesz, aby stało się z Twoim majątkiem czy biznesem. W perspektywie czasu. Najbliższych trzech, pięciu, dziesięciu i piętnastu lat. Co jest dla Ciebie – dla Was – ważne, w którą stronę idziecie. Co chcemy osiągnąć, a czego chcemy uniknąć.


Tak jak rozmawiamy w rodzinie np. o tym, że jedno z dzieci dostanie mieszkanie, pomoże mu się spłacić kredyt albo kupi samochód. Że córka czy syn przejmie biznes. Albo, że jednak ma inne plany na życie. Jednym łatwiej o tym rozmawiać – innym trudniej. Jedni robią to otwarcie, inni nie. Czasem są to faktycznie rozmowy, czasem fakty dokonane. Robimy coś w tajemnicy przed pozostałymi członkami rodziny.

 

Im więcej o tym rozmawiamy, im jest lepsza komunikacja – tym lepiej dla rodziny albo biznesu. Tym bardziej mamy szansę porozmawiać, wymienić argumenty. Wysłuchać zdania drugiej strony. Tym częściej możemy wyjaśnić sobie wiele rzeczy. Rozładować emocje. Czasem to jest proces. Nie jednorazowa rozmowa, tylko długoletnie "drążenie skały". Każdy z nas jest na danym etapie życia. Do niektórych rzeczy trzeba dojrzeć. Dorosnąć. Samemu się przekonać. Dotrzeć się. Zwłaszcza w biznesie – nie jest łatwo podjąć decyzję o sukcesji w firmie. To zawsze powinien być proces. Nic na siłę.

 

W wielu firmach i rodzinach obserwuję te zjawiska. To się dzieje. Pomyśl przez chwilę jak jest u Ciebie? Czy tak jak chciałbyś, aby było? Czy może jednak za mało jest rozmów. Argumentacji? Wsłuchiwania się w siebie nawzajem? Może to Ty masz problemy z artykulacją Twoich potrzeb, życzeń czy idei? Może za mało słuchasz? Może sam potrzebujesz czasu, aby do czegoś dojrzeć. Albo już jesteś na tym etapie, że masz wszystko ułożone. Pamiętaj, to nie zależy od wieku. Tym bardziej w późniejszych latach trudniej się zmienić, nagiąć czy otworzyć. Trudniej przyjąć argumentację drugiej strony. Syna, żony czy wspólnika. Ale spokojnie – masz czas. Nie od razu, czasem lepiej jest powoli. To zawsze jest proces.

 

Tym bardziej powinniśmy starać się, aby nad tym pracować. To polepsza relacje. Pogłębia je. Powoduje, że jesteśmy lepszą rodziną, sprawniejszą i mniej podatną na wstrząsy interpersonalne firmą. Po prostu lepszymi i pełniejszymi ludźmi.

 

Ale miało być o testamentach... No właśnie.

 

A teraz nałóż na to wszystko perspektywę przedwczesnej śmierci. Uszanuj fakt, że każdy z nas jest śmiertelny. Ty też. Także każdy z kręgu Twojej rodziny albo Twój wspólnik. I nie zależy to od wieku. Zdarza się często w sposób niespodziewany i nagły. Życie pisze różne scenariusze.

 

Słuchałem niedawno wypowiedzi właścicielki pewnej sporej firmy, z przeszło 25-letnią historią. Z prawdziwą dumą opowiadała, że jej dorosłe już dzieci od kilkunastu lat wdrażane są do rodzinnego biznesu. Jak przechodziły kolejne stanowiska, uczyły się pracy i odpowiedzialności. W międzyczasie zarówno syn jak i córka odnaleźli swoje miejsce w firmie oraz – przede wszystkim – mieli czas i sposobność podjąć decyzję, czy chcą przejąć biznes po rodzicach. Na zakończenie padło zdanie, że jednak na dzień dzisiejszy dzieci nie są jeszcze gotowe do samodzielnego kierowania firmą. Może za 10 lat.

 

Gratuluję. To świetnie, jeśli sprawy tak właśnie się mają. Na tym polega planowanie. Ale jednego mi zabrakło. Właścicielka firmy nie brała na poważnie pod uwagę faktu, że jest śmiertelna. Ona, jej mąż oraz dzieci. Firma nie miała właściwej formy prawnej, aby bez zakłóceń przeżyć śmierć właścicielki. Nie było testamentów. Nie wspomniała, że jest jeszcze trzeci, najstarszy syn, który podjął decyzję, że realizuje się zawodowo zupełnie w innej branży i nie chce mieć nic wspólnego z rodzinną firmą. Zabrakło refleksji nad tym, że coś może zdarzyć się nagle. W sposób niespodziewany. Wtedy nikt nie zapyta dzieci, czy są gotowe do przejęcie biznesu. Wtedy zadziała plan awaryjny w postaci dziedziczenia ustawowego ze wszystkimi właściwymi sobie procedurami, współwłasnością oraz tymi skutkami śmierci, których na pewno chcemy uniknąć. Wtedy trzeba będzie nie tylko spłacić długi powstałe na skutek likwidacji firmy, ale także rozliczyć się z bratem, który firmy przejąć nie chce. Jak to się ma do ich własnego, właściwego tylko dla nich PLANU?

 

Dlatego testament powinien być jego bardzo istotnym elementem. Dlatego nie powinieneś pisać go sam! Nie powinno się także pisać jednego testamentu. W małżeństwie powinny być przynajmniej dwa: męża i żony. Uwzględniający potencjalne scenariusze na wypadek śmierci jego, jej oraz ich obojga na skutek jednego zdarzenia. Regulujący los majątku oraz opieki nad dziećmi, jeśli są małoletnie.

 

Treść testamentów powinna być uzgodniona wspólnie, spadkobiercy powinni spodziewać się, co w nich znajdą. To ma być element wspólnego rodzinnego PLANU SUKCESJI. Tym razem w wersji awaryjnej, na wypadek, gdyby kogoś zabrakło nagle. Bo jeśli żyjemy i mamy czas – możemy ten plan realizować także poprzez darowizny, umowy o podział majątku małżeńskiego czy sprzedaż. Mamy czas na reakcję. Testament ma zadziałać wówczas, kiedy takiego czasu mieć nie będziemy. Jego treść winna być przygotowana na taką okoliczność uwzględniając to, co w danej rodzinie jest ważne. Co chcemy osiągnąć oraz czego chcemy uniknąć.

 

Jeśli jeszcze nie czytałeś, zapoznaj się z felietonem Dziedziczenie ustawowe to wariant zastępczy. Czy jesteś pewien, że chcesz się na niego "zdecydować"? Poprzez zaniechanie. Czy zrobiłeś dokładną symulację, co Cię czeka od strony prawnej, finansowej czy od strony dostępności i możliwości zarządzania majątkiem w sytuacji nagłej śmierci małżonka, rodzica czy dziecka, a w firmie – wspólnika? Przemyślałeś to i wiesz, że się na to godzisz? Jeśli nie – zrób coś z tym. Zróbcie razem. To jest system zabezpieczeń wzajemnych. Piszesz testament nie dla siebie, tylko dla tych, co zostają. I oczekujesz tego samego od nich. Na wypadek, gdyby to oni odeszli pierwsi. Dopiero wtedy to ma sens.

 

Pamiętaj. Kiedy żyjemy – możemy nasz plan zmieniać i dostosowywać do zmieniających się priorytetów oraz realizować. Na 1000 sposobów. Także tak, że na starość nie pozostanie nam żaden majątek, a zapewnimy sobie tylko umowę dożywocia oraz właściwą opiekę. Ale to dopiero na starość – późną starość. Tymczasem testament ma zadziałać, jeśli z przyczyn od nas niezależnych nie zdążylibyśmy zrobić ostatniej darowizny, nie zdążymy zrealizować planu. Wspólnego planu.

 

Testamenty powinny być spisywane pokoleniami w rodzinie, przez wszystkich pełnoletnich jej członków. W spółce – przez wspólników oraz ich małżonków (jeśli udziały są w majątkach wspólnych małżeńskich – obowiązkowo!). Ich treść powinna być co jakiś czas kontrolowana i dostosowywana do zmieniających się warunków, składników majątku czy decyzji osób zainteresowanych. Jeśli zaniedbasz aktualizację testamentu – post factum nie będziesz miał już na to szansy...

 

Nie zapominaj, że plan pozytywny, stanowiący o tym, co komu ma przypaść – to tylko część funkcji testamentu. Kto wie, czy nie ważniejszą funkcją jest zapobieganie niepożądanym skutkom śmierci testatora-spadkodawcy. Wystarczy prosta symulacja skutków dziedziczenia ustawowego (prawo rodzinne, spadkowe, procedury, podatki i finanse oraz oczywiście analiza zachowania biznesu, jeśli go prowadzimy) - i już wiemy, co nam nie pasuje. Podstawowe pytanie brzmi: czy znam własną sytuację, jeśli zabraknie kluczowej osoby z mojego otoczenia rodzinnego albo biznesowego.

 

Plan "pozytywny" nie zawsze jest możliwy do skonstruowania także dlatego, że niektóre decyzje trzeba zostawić na potem, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć za naszych spadkobierców. Co nie zmienia faktu, że warto uruchomić wyobraźnię i zabezpieczyć scenariusze, które nie są dla nas pożądane. Planowanie długoterminowe jest istotą sukcesji rozumianej jako proces.

 

Kolejną rzeczą, o której nie wolno zapomnieć to fakt, że są sytuacje, gdzie testament nie wystarcza. Nie o wszystkich płaszczyznach rzeczywistości w nim decydujemy. Testamenty w rodzinie są tylko elementem Planu Sukcesji – nie wyczerpują go jednak.

 

W biznesie poza testamentami koniecznie zwróć uwagę na formę prawną prowadzenia firmy. Konieczna jest nie tylko właściwa forma prawna, ale także odpowiednie zapisy w umowie spółki, spójne (niesprzeczne) z testamentami oraz z elementem kluczowym dla powodzenia Planu Sukcesji: właściwie skonstruowanym planem finansowym.

 

Jak sądzisz? Co stanie się ze spółką, gdzie – powiedzmy – udziały nie są dziedziczone i rodzina zmarłego wspólnika nie wchodzi do spółki. Prawnik skonstruował taki zapis do umowy spółki. Czy można pozbawić spadkobierców udziałów nie płacąc im za to? Jasne, że nie. Jeśli wartość udziałów przypadających wspólnikowi wynosi np. 2.000.000 zł, a jednocześnie śmierć wspólnika nastąpi w momencie, kiedy na rynku jest zastój i w spółce nie ma gotówki. Albo spółka ma dużo zleceń w realizacji i wyczerpany do spodu kredyt obrotowy. Ale przepływy ledwo wystarczają na bieżące płatności. Tak – masz rację. Jeśli wspólnicy nie będą mieli innych rezerw, nie uda im się niczego sprzedać ani wziąć kredytu – firma pójdzie w upadłość.

 

A przecież można to zabezpieczyć kupując z 2-4% rocznie polisę ubezpieczenia na życie każdego wspólnika i uposażyć pozostałych. Tak, aby uchronić spółkę przed koniecznością jednorazowej spłaty.

 

Ale do tego konieczne jest wcześniejsze działanie. Właściwie dobrany i wdrożony plan finansowy, który jest podstawowym elementem Planu Sukcesji. Powoduje, że Plan Sukcesji jest realny do wykonania wszędzie tam, gdzie potrzebna jest gotówka. Do spłaty długów, kredytów lub po prostu rozliczeń. W rodzinie lub spółce.

 

Dobry Plan Sukcesji to taki, który jest wzajemnie uzgodniony i dysponuje rozwiązaniem, jakie OPŁACA SIĘ wszystkim zainteresowanym. Gdzie z góry wiadomo kto, co, kiedy i na jakich zasadach ma dostać i gdzie zabezpieczone zostały źródła finansowania tych długów i rozliczeń, które trzeba spłacić.

 

Raz skonstruowany i wdrożony Plan Sukcesji winien być okresowo aktualizowany i korygowany. Jeśli uda nam się to zrobić – w rodzinie oraz biznesie pojawi się nowa wartość. Wszyscy zainteresowani nauczą się, że tak powinno być. Przyzwyczają się, że dla dobra wspólnego oraz każdego z osobna konieczne jest planowanie i budowa systemu zabezpieczeń wzajemnych na gruncie prawa i finansów. Że trzeba jasno artykułować, czego się chce i na co się nie godzi, że można i należy wprost mówić o śmierci. To normalny element naszej rzeczywistości, a nie żadne tabu.

 

Wreszcie zmierzamy do sedna: jeśli stworzymy w rodzinie oraz firmie kompleksowy, przemyślany i przedyskutowany PLAN SUKCESJI, złożony z kilku wzajemnie powiązanych i niesprzecznych testamentów, właściwie dobranej formy prawnej biznesu oraz przede wszystkim planu finansowego, który zagwarantuje, że wszystkim opłaca się (lub przynajmniej nie są pokrzywdzeni) realizacja tego planu – komu przyjdzie do głowy podważać testament? Potraktujmy testament jako jedno z narzędzi, które ma pomóc naszym najbliższym w realizacji wcześniej ustalonego i przegadanego planu rodzinnego zarządzania majątkiem, tyle tylko, że na okoliczność śmierci. Jak sądzisz? Jest to realne?

 

Ja nie twierdzę, że proste. Ale to jest właściwa droga... per saldo najbardziej racjonalna.

 

Pamiętaj, że jeśli tego nie zrobisz, siłą faktów nie będziesz obecny podczas podejmowania decyzji o podziale majątku po Twojej śmierci. Zwłaszcza, jeśli nastąpi ona nagle. Nie dasz nikomu sposobności wysłuchania Twojego zdania ani przedstawienia argumentów. Im więcej rozmawiasz o tym za życia, tym większa szansa, że rodzina albo wspólnicy nauczą się o tym mówić i potem pójdzie łatwiej. To jest największa wartość! Im mniej załatwisz teraz, tym bardziej bądź pewien, że potem się nie dogadają. Pójdą do sądu. Najwięcej zarobią na tym prawnicy, a pieniądze, firma i te elementy majątku, które wymagają płynnego i ciągłego zarządzania, mogą znacznie ucierpieć. Pogorszą się przede wszystkim relacje rodzinne czy biznesowe, czyli coś znacznie ważniejszego, niż pieniądze. Pomyśl o tym i zastanów się, nad czym naprawdę Ci zależy. Ty o tym decydujesz i wiesz najlepiej.

 

Nie twierdzę także, że budowa idealnego Planu Sukcesji zawsze to jest możliwa. Nie wszędzie w rodzinie jest idealnie. Życie pisze różne historie. Czasem trzeba zabezpieczyć majątek przed kimś. Jeśli trwa wojna – trzeba być przede wszystkim skutecznym. Ale to już osobna sprawa.

 

Nie można pominąć kwestii wydziedziczenia i walki z nim. Natomiast z wydziedziczeniem, czyli pozbawieniem kogoś nie tylko udziału w spadku, lecz także prawa do zachowku, mamy do czynienia wówczas, kiedy takie rozmowy i wspólne, rodzinne ustalenia nie są w ogóle możliwe. Zdarza się tak, owszem, ale jest to raczej wyjątek, niż reguła. Wówczas testament piszemy inaczej – nie radzę sporządzać go ręcznie, dużo lepiej jest skorzystać z fachowej pomocy notariusza. Mamy pewność daty i podpisu, co często jest kluczową kwestią w ocenie ważności testamentu. I tu przechodzimy już do kolejnego tematu.

 

IV.

Pora na płaszczyznę drugą – tę prawną (czyli moim zdaniem wtórną i techniczną).

 

Testament jest nieważny, kiedy:

  1. Nie zachowamy właściwej formy sporządzenia go. Np. testament wydrukowany z komputera i podpisany ręcznie nadaje się wyłącznie do kosza na śmiecie. Należy spisać go w całości ręcznie, albo – co zalecam – skorzystać z formy aktu notarialnego.

  2. Przy okazji: jeśli testament zostanie sporządzony pismem ręcznym – mogą pojawić się zarzuty co do daty sporządzenia go (że został antydatowany, a faktycznie sporządzony w chwili, kiedy zachodzą inne wady testamentu) oraz co do okoliczności, czy jest to faktycznie pismo spadkodawcy.

  3. Posłużymy się testamentem podrobionym lub przerobionym. Niezależnie od ważności testamentu pojawiają się kwestie odpowiedzialności karnej oraz – co ważne – tzw. niegodności. Sąd z urzędu może uznać osobę, która posłużyła się podrobionym lub przerobionym testamentem jako niegodną dziedziczenia, w efekcie ze spadku nie otrzyma nic.

  4. Sporządzimy go w stanie wyłączającym świadome i/lub swobodne wyrażenie woli oraz rozrządzenie własnym majątkiem. Między innymi dlatego nie powinno się pozostawiać pisania testamentu na ostatnią chwilę. Jeśli potem będziemy musieli spisać go po operacji, na silnych lekach, po wylewie, udarze mózgu, silnym zawale, po wypadku samochodowym – jest spore prawdopodobieństwo, że testament będzie mógł być skutecznie podważony w całości. Oczywiście, jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie chciał to zrobić.

  5. Sporządzimy go pod wpływem groźby. Pistolet przystawiony do skroni nie ma nic wspólnego z planowaniem spadkowym...

  6. Sporządzimy go pod wpływem błędu. Czyli ktoś celowo wprowadził nas w błąd tego rodzaju, że jeśli nie działalibyśmy pod jego wpływem nie sporządzilibyśmy testamentu o takiej treści. To także dalekie jest od planowania spadkowego – mieliśmy kilka takich sytuacji.

 

Generalnie wiedzieć należy, że jeśli jest testament, nie powoduje to automatycznego nabycia spadku na jego podstawie. Zawsze należy przeprowadzić postępowanie spadkowe, albo u notariusza (szybko i tanio), albo w sądzie (nieco drożej i przede wszystkim dłużej). Przy dobrych wiatrach 2-3 miesiące.

 

Na notariusza możemy liczyć wówczas, kiedy testament jest w formie aktu notarialnego (najlepiej sporządzonego przez tego samego notariusza), treść testamentu nie budzi wątpliwości oraz wszyscy spadkobiercy są pełnoletni i pod ręką. U notariusza muszą pojawić się także spadkobiercy, którzy dziedziczyliby z ustawy, nawet jeśli nie powołano ich do dziedziczenia w testamencie. Notariusz zapyta ich m.in., czy nie wiedzą przypadkiem, czy spadkodawca nie sporządził potem kolejnych testamentów.

 

W sądzie także powinni stawić się wszyscy. Jeśli sprawy pójdą dobrze, w miarę szybko można liczyć na zakończenie postępowania, co w praktyce daje spadkobiercom dostęp do formalnego dysponowania majątkiem.

 

Jeśli natomiast komukolwiek przyjdzie do głowy podważać testament, proces sądowy trwa wówczas od roku nawet do 3-4 lat i może kosztować od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Głównym kosztem są opinie biegłych. Trzeba mieć dużą determinację, żeby narażać się na taki proces. Nikomu nie życzę. Koszty pozaprocesowe mogą być znacznie wyższe – spadkobiercy nie mają formalnego dostępu do majątku, co może powodować realne straty. Zwłaszcza w biznesie. Niejedna spółka została już w Polsce zlikwidowana lub poszła w upadłość dzięki przeciągającym się procedurom spadkowym. Najczęściej na własne życzenie zainteresowanych, jako że zignorowano reguły opisane w punkcie III powyżej. Dlatego sądzę, że są ważniejsze, niż kwestie prawne.

 

V.

A ja już mam testament! Sam napisałem - żona nic o tym nie wie! Ale się zdziwi!

Oj zdziwi. Zdziwi. Tylko w inny sposób.

 

Nie raz obserwowałem tego typu błędne myślenie. Jedno z mieszkań ma być na syna. No to powołuję go do spadku albo robię zapis mieszkania na jego rzecz. W tajemnicy przed pozostałymi spadkobiercami.

 

Jaki jest efekt? Syn dostaje połowę mieszkania i ma współwłasność z drugim rodzicem. Muszą podjąć decyzję, co z mieszkaniem, jak z niego korzystać, jak ponosić wspólne koszty. Brak zgody blokuje sprzedaż czy wzięcie kredytu pod mieszkanie.

 

Dlaczego? Bo mieszkanie stanowi składnik majątku wspólnego małżeńskiego!

 

Po śmierci jednego z małżonków małżeństwo wygasa. Wszystko to, co jest objęte majątkiem wspólnym małżeńskim dzielone jest z mocy prawa na pół. Wszystko, czyli każda rzecz z osobna. Mieszkanie, samochód, łyżeczki w szufladzie w kuchni oraz sama szuflada. Pies oczywiście też. Jedna połówka każdego z przedmiotów (nawet tego zarejestrowanego na żyjącego małżonka, np. lokata w banku, jednostki TFI czy samochód), wchodzi do spadku, druga połówka – pozostaje u żyjącego małżonka. Do spadku poza tym wchodzi cały majątek osobisty zmarłego. To wszystko razem jako masę spadkową (z długami oczywiście) nabywają spadkobiercy na podstawie testamentu albo ustawy. Dlatego jeśli piszesz testament, możesz dysponować w nim tym, co masz. Jeśli jesteś w małżeństwie i macie majątek wspólny, możesz dysponować połówką każdego ze składników tego majątku z osobna. Nie całym składnikiem.

 

Testament spisany w sposób nieprzemyślany i bez porozumienia z małżonkiem może wywołać zupełnie inne skutki, niż zamierzone!

 

Zdarza się, iż sugerujemy, że aby dany składnik na pewno w całości wszedł do spadku, za życia należy zawrzeć odpowiednią umowę majątkową małżeńską. Tak aby składnik ten przestał być elementem majątku wspólnego w małżeństwie i został przeniesiony do majątku osobistego tego z małżonków, po którym ma zostać odziedziczony. Wymaga to formy aktu notarialnego oraz zgody obojga małżonków.

 

VI.

Jak widzisz nie jest to takie proste. Sama wizyta u notariusza najczęściej nie wystarczy, aby zrobić dobry testament. Zajrzyj do felietonu Doradztwo w Polsce – jak być dobrze doradzonym. To wyjaśni sprawę. Tak naprawdę przydałby się doradca sukcesyjny.

 

Wymaga to wiele wysiłku, niełatwych decyzji i zaangażowania. Przede wszystkim od Ciebie.

 

Sądzę, że warto przy spisywaniu testamentów sięgnąć po poradę fachowca lub – w sytuacjach bardziej złożonych - zespołu fachowców. Takich, których doradztwo obejmie cały temat i którzy potrafią łączyć różne narzędzia w jedną spójną całość.

To jednak jest kwestia wtórna. Przede wszystkim musisz odpowiedzieć sobie szczerze na zasadnicze pytania:

  1. Co jest dla Ciebie ważne? Dla Twojej rodziny? Dla Twojego biznesu?

  2. Czy chcesz zabrać się na poważnie za budowę Planu Sukcesji?

  3. Kiedy chcesz to zrobić?

 

I dlaczego uważasz, że za rok będziesz miał na to więcej czasu i wolniejszą głowę? Ręczę. Nie będziesz miał.

 

Gdybym był Twoim bratem nie poradziłbym Ci niczego innego, niż to: zabierz się za to TERAZ. Poczytaj kolejne felietony, pokaż je członkom rodziny albo wspólnikom. Jeśli na podstawie tego, co przeczytałeś, uznasz, że jest kilka rzeczy do zrobienia – zabierz się za to TERAZ. Za tydzień Twoja motywacja zmaleje, a za miesiąc zapomnisz, że w ogóle to czytałeś...

 

Łukasz Martyniec

CYTAT:

Mama zawsze mówiła, że umieranie jest częścią życia.

 

Forrest Gump

Właścicielem

portalu jest:

Jesteś...

Gościem na              

naszym portalu!

Zapraszamy na nasz fanpage na facebooku.

 

Kliknij:

Znajdziesz tam jeszcze więcej materiałów i bieżących informacji. 

Uwaga! Nasz portal korzysta z COOKIES! Jeśli wyrażasz zgodę na automatyczne działanie plików Cookies, będą one zapisywane w pamięci Twojej przeglądarki. Opis polityki korzystania z nich oraz sposoby ich dezaktywowania, jeśli nie wyrażasz zgody na ich wykorzystywanie, znajdziesz tutaj.