SYTUACJA W RODZINIE

Przykład.


Nie miejsce tutaj, aby dokładnie opisywać reguły dziedziczenia ustawowego, procedury związane z postępowaniem sądowym czy meandry dotyczące tego, jak zarządzać majątkiem małoletniego dziecka – czyli co Ci wolno jako rodzicowi. Teraz chciałbym przytoczyć jeden życiowy przykład, z którym miałem do czynienia osobiście. Chodzi o pokazanie mechanizmów generujących określone problemy przy zarządzaniu majątkiem. Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie motywacją, aby poszukać informacji na Twój temat oraz dokładniej przyjrzeć się swojej własnej sytuacji i porozmawiać o tym w rodzinie czy w firmie.

 

Poniżej prezentujemy fragment felietonu Dziedziczenie ustawowe to wariant zastępczy. Cały felieton znajdziesz tutaj.


Jak KONKRETNIE działają mechanizmy nieuporządkowanej sukcesji?


Rozmawiałem swego czasu z panią Haliną, wdową po panu Jurku, architekcie. Opowiedziała mi o perypetiach, które przechodziła po śmierci męża. Byli małżeństwem od 11 lat. Nie mieli rozdzielności majątkowej, wszystkiego dorobili się po ślubie. Poza panią Haliną dziedziczyło z ustawy troje dzieci: Jaś i Małgosia (dzieci wspólne z mężem) oraz Krystian – syn pana Jurka z poprzedniego, nieformalnego związku. Krystian mieszka z mamą, panią Joanną. Pan Jurek płacił alimenty. Wszystkie dzieci małoletnie: podstawówka i gimnazjum.

 

Pan Jurek prowadził biuro architektoniczne. Miał spore projekty, nieźle zarabiał. Pani Halina nie była zaangażowana w jego działalność – jest nauczycielką w szkole podstawowej. Wcześniej udało im się zakupić kilka nieruchomości. Poza domem, w którym mieszkali, były dwa mieszkania pod wynajem, trochę ziemi na etapie przekształcenia na mieszkaniówkę oraz biuro pana Jurka. Łączna wartość nieruchomości na dzień śmierci ok. 4,5 mln złotych, kredyt hipoteczny na 1,2 mln zł. Zabezpieczony na domu rodzinnym i biurze. Rata 9.000 zł miesięcznie, przychody z wynajmu mieszkań: ok. 4.500 zł miesięcznie. Poza tym 200 tys. w jednostkach TFI, dwa samochody (jeden w leasingu na firmę męża) i trochę drobiazgów. Oraz pies.


Postawmy się na miejscu pani Haliny. Jak to właściwie działa?

 

Otóż w chwili śmierci małżonka małżeństwo wygasa i majątek małżeński dzielony jest na pół: połowę przypadło pani Halinie, druga połowa weszła do spadku po panu Jurku. W tej drugiej połowie partycypują cztery osoby: pani Halina, Jaś, Małgosia oraz Krystian w częściach równych. Dzieciom przypada zatem po 1/8 majątku wspólnego. Tak wygląda wpis do każdej z ksiąg wieczystych oraz do dowodu rejestracyjnego samochodu pani Haliny. Samochód pana Jurka zabrała firma leasingowa, bo umowa leasingu wygasła. Na majątku powstała współwłasność w częściach ułamkowych. Na wszystkim, co posiadali. Także na łyżeczkach w szufladzie w kuchni, meblach kuchennych i obrazach na ścianie. Oraz psie. Współwłasność to wspólne decydowanie o losie majątku oraz zarządzanie nim, w tym utrzymywanie i ponoszenie kosztów. Z kim pani Halina musiała się w tej sprawie dogadać? Z panią Joanną – matką Krystiana, która w jego imieniu zarządza jego ułamkową częścią całego ich majątku.

 

Ale zanim to się stało, czyli zanim w ogóle można było wpisać kogokolwiek do ksiąg wieczystych czy dowodu rejestracyjnego pojazdu, konieczne było przeprowadzenie postępowania spadkowego. Nie można przecież dysponować majątkiem, jeśli nie mamy tytułu prawnego do spadku. Musimy formalnie udokumentować, że jesteśmy współwłaścicielami.


Pani Halina udała się z tym do notariusza, aby załatwić akt poświadczenia dziedziczenia. Podobno można to przeprowadzić w tydzień aby zacząć od razu dysponować nieruchomościami. Niestety notariusz, kiedy dowiedział się, że dziedziczą małoletnie dzieci, odesłał ją do sądu spadku. Tym bardziej, że pani Halina nie wiedziała, jak nawiązać kontakt z panią Joanną...

 

Pierwsza rozprawa miała się odbyć za dwa miesiące. W międzyczasie pani Halina przypomniała sobie, że przecież mieli TFI i może wybrać pieniądze. Niestety okazało się, że w TFI uposażeni są Jaś i Małgosia, a fundusz zażądał zgody sądu rodzinnego  na zadysponowanie pieniędzmi dzieci. Wcześniej tego nie robili, ale ostatnio zaostrzyli procedury. I słusznie, bo prawo tego wymaga. Poza tym przy umorzeniu jednostek potrącany jest podatek od zysków kapitałowych od całości uzyskanej przy sprzedaży kwoty. Koszt zakupu poniósł pan Jurek – dzieci "odziedziczyły" jednostki za darmo i nie mają kosztów nabycia. Jeszcze jedno: uposażenie dotyczy kwoty stanowiącej równowartość 20-krotności średniej krajowej, zatem trochę ponad 70.000 zł. Jednostki TFI przekraczające tą wartość weszły do spadku, zatem, aby je umorzyć, trzeba mieć po pierwsze dokument potwierdzający nabycie spadku, po drugie zgodę sądu rodzinnego, po trzecie zgodę pani Joanny jako opiekunki Krystiana. Krystian ma przecież 1/8 każdej jednostki z osobna. Czyli na razie z gotówki nici...


Tymczasem przyszedł termin rozprawy sądowej. Pani Joanna zjawiła się z adwokatem i oświadczyła w imieniu dziecka, że Krystian przyjmuje spadek z dobrodziejstwem inwentarza. Przecież musi wiedzieć, co było w spadku. W sumie nie mogła nawet inaczej, bo na przyjęcie spadku wprost albo na odrzucenie spadku konieczna jest zgoda sądu rodzinnego, co wymaga przeprowadzenia osobnej procedury. W związku z powyższym sąd spadku zarządził sporządzenie spisu inwentarza majątku spadkowego. Powołał jednocześnie komornika, który miał to uczynić i zawiesił postępowanie do czasu zakończenia czynności. Komornik przystąpił do spisu trzy miesiące później – ma przecież sporo spraw. Na początek stwierdził, że skoro w skład spadku wchodzą nieruchomości, musi powołać biegłego rzeczoznawcę, który dokona ich wyceny. Zajęło to kolejne trzy miesiące. Kosztowało spadkobierców ponad 7.000 zł. Spis inwentarza ma sens wówczas, kiedy chcemy ograniczyć swoją odpowiedzialność za długi spadkowe, tj. kiedy ich wartość przewyższa wartość aktywów, które są w spadku. W tej sytuacji było dokładnie odwrotnie – kredyt był wielokrotnie mniejszy, niż wartość majątku. Spis do niczego się nie przydał (poza tym, że p. Joanna miała pełną jasność, co jest w spadku...).

 

Całość procedur trwała jednak dokładnie rok. W międzyczasie nie było dostępu do majątku – bez prawomocnego postanowienia sądu nie można było zarządzać nim, tj. czegokolwiek sprzedać, umorzyć jednostek TFI, zmienić obciążenie na księdze wieczystej przy okazji renegocjacji umowy kredytu, itd.


A co z firmą? Oczywiście działalność wygasła. Pani Halina nie miała możliwości ani ochoty kontynuowania jej i trzeba było jedynie załatwić formalności. Na szczęście było tylko dwóch pracowników, nie było kredytów ani dotacji unijnych, więc udało się stosunkowo szybko.

 

W międzyczasie do pani Haliny zapukał bank z pytaniem, co dalej z kredytem. Niezależnie od śmierci męża – pani Halina jest przecież kredytobiorcą. Firma pana Jurka przestała istnieć, a wraz z nią przychody i zdolność kredytowa. Pensja pani Haliny ledwo wystarczała na skromne życie, przychody z najmu mieszkań nie pokrywały nawet połowy raty. Nie było mowy o wynajęciu biura po firmie pana Jurka, bo pani Halina nie miała tytułu prawnego do lokalu. Poza tym pani Joanna żądałaby 1/8 czynszu dla Krystiana. Było jeszcze trochę oszczędności, które pozwalały na spłacanie kredytu przez okres 4-5 miesięcy, ale to też się kończyło. Saldo kart kredytowych sięgnęło dna. O sprzedaży jakiejkolwiek nieruchomości nie było mowy. Nawet, jeśli okazałoby się, że postępowanie spadkowe zakończyło się wcześniej i można byłoby formalnie sprzedać mieszkanie – konieczna była zgoda sądu rodzinnego. Nie można bez zgody sądu dysponować majątkiem dziecka. A sąd – ma takie prawo – mógł zażądać przelania odpowiedniej części ceny uzyskanej ze sprzedaży na konto każdego z dzieci. W imieniu Krystiana na pewno postarała by się o to pani Joanna. Nie wspominając o podatku dochodowym po sprzedaży nieruchomości w ciągu 5 lat od nabycia. Dlatego bank miał prawo wypowiedzieć umowę kredytu i zażądać natychmiastowej spłaty. Umorzenie jednostek TFI tylko częściowo pomogło, zwłaszcza, że po podatkach i rozliczeniach ocalało niewiele pieniędzy.


Jakby tego było mało, panią Halinę czekało rozliczenie z Krystianem. Miał przecież 1/8 jej domu, każdego z mieszkań, działek i biura. Nie licząc łyżeczek w szufladzie, jednostek TFI, obrazów na ścianie i samochodu. Oraz psa. Bez spłaty w wysokości ok. 440.000 zł trudno było liczyć na normalne funkcjonowanie. Na podział majątku oraz wysokość rozliczeń musiała uzyskać zgodę sądu rodzinnego, który ma obowiązek patrzeć na dobro dziecka. Kolejne, kilkumiesięczne postępowanie sądowe...


I co? Jak to widzisz teraz? Postaw się na miejscu pani Haliny? Czy teraz sądzisz, że warto się tym tematem zająć na serio? Nie jesteś ciekaw, jak działa to u Ciebie? I czego jeszcze nie wiesz? Założę się, że wiele Cię zaskoczy!

 

Nie wiem na ile opisana powyżej sytuacja pasuje do Twojej, natomiast chodziło mi przede wszystkim o opisanie podstawowych problemów. Zastanów się, czy Twoja motywacja do zbadania własnej sytuacji i oceny, na ile "wariant zastępczy" spełnia Twoje oczekiwania, po zapoznaniu się z tym przykładem wzrosła, czy zmalała? Czy warto jednak przyjrzeć się własnej sytuacji zawczasu i przeanalizować ją z punktu widzenia osoby, która pozostaje? I musi stawić temu czoła.



CYTAT:

Mama zawsze mówiła, że umieranie jest częścią życia.

 

Forrest Gump

Właścicielem

portalu jest:

Jesteś...

Gościem na              

naszym portalu!

Zapraszamy na nasz fanpage na facebooku.

 

Kliknij:

Znajdziesz tam jeszcze więcej materiałów i bieżących informacji. 

Uwaga! Nasz portal korzysta z COOKIES! Jeśli wyrażasz zgodę na automatyczne działanie plików Cookies, będą one zapisywane w pamięci Twojej przeglądarki. Opis polityki korzystania z nich oraz sposoby ich dezaktywowania, jeśli nie wyrażasz zgody na ich wykorzystywanie, znajdziesz tutaj.